Wczoraj w Aptece Designu odbyła się rozmowa poświęcona miejscom trzecim. Sama w sobie nie była dla mnie jakoś bardzo odkrywcza, bo poruszaliśmy się po wydeptanym wcześniej trakcie. Najważniejsze jednak było to co miało miejsce przed i po.
Jeśli chodzi o moją osobistą perspektywę to przede wszystkim spotkanie to było dla mnie pretekstem do ponownego przyjrzenia się teorii trzeciego miejsca sformułowanej przez Raya Oldenburga. No i okazało się, że moje wcześniejsze jej postrzeganie oparte było na zafałszowanym przekazie. Znamienne jest, że nikt z moich dyskutantów nie czytał książki "The Great Good Place". Nie jest to bynajmniej zarzut. Sam jej całej nie przeczytałem. Tłumaczy jednak skąd wzięło się w Polsce zjawisko definiowania miejsc trzecich w oderwaniu od kluczowych aspektów, o których pisał Oldenburg.
A o czym była mowa na spotkaniu?
Moje wypowiedzi w większości opierały się na wcześniejszych przemyśleniach, więc nie będę się powtarzał. Bardzo ciekawe było to, że każdy miał inna perspektywę. Hevre to firma, Kino Luboń 2.0 działa we współpracy z miastem a Piotr Knaś jest badaczem.
- Z tego co mówiła Iza Chyłek najbardziej zapadła mi pamięć jej uwaga, że ludzie chodzą tam gdzie są ludzie. Istotna jest więc promocja pokazująca to, że miejsce żyje. Pokazywanie pustek może być kontrskuteczne.
- Ola Starmach słusznie zauważyła, ze kultura nie może być za darmo i że jest to jedno z większych wyzwań współpracy z samorządem. A wątek ten w ogóle się pojawił, bo...
- Piotr Knaś podał przykład Pracowni Młodych jako miejsc trzecich, które się świetnie rozwijają. To mnie trochę striggerowało, bo moje zdanie jest takie, że poprzez takie inicjatywy miasto zabija prawdziwe miejsca trzecie. Jak? Bo źle wychowuje potencjalnych odbiorców, daje darmową kulturę i utwierdza przekonanie, że tak powinno być.
Ciekawe były też wątki wprowadzone przez publiczność.
- Mieliśmy między innymi grupę Swawola People, którzy są wirtualną społecznością, która spotyka się w różnych miejscach i pytali jak można coś takiego połączyć z miejscami trzecimi. Osobiście nie mam nic przeciwko, ale mam opory by wciągać do teorii Oldenburga Internet.
- Była też pani z ASP, która już w prywatnej rozmowie ze mną zauważyła, że brakuje miejsc międzypokoleniowych. Że jest wielu profesorów-emerytów i po odejściu z uczelni nie mają przestrzeni, by spotkać się z młodymi ludźmi.
Ogólnie 2 godziny zleciały. Warto jednak było wyjść poza granice KBK i opowiedzieć innym o otwartej enklawie. Czy wyda to jakieś owoce? Myślę, że tak, bo sama świadomość prawdziwych założeń Oldenburga jest cenna i może być istotnym elementem naszej narracji.