Marabou Mjölkchoklad Producent: Mondelēz International, wyprodukowano w Szwecji Masa netto: 170 gramów Cena: 14,99 zł (promocyjna), Rossmann
Marabou dostępne w Rossmannie
Przyszedł czas na sprawdzenie czekoladowego gustu kolejnej nacji – Szwedów. Najbardziej znana szwedzka marka czekolady czyli Marabou pojawiła się w Rossmannie, a wcześniej podobno była przez jakiś cza dotępna w Lidlu. Tak się składa, że wśród trzech rodzajów dostępnych tabliczek jest klasyk: pierwsza czekolada wyprodukowana pod tą marką i według receptury założyciela: Mjölkchoklad.
Króciutko o historii i współczesności. W 1916 roku Norweg Johan Throne Holst, właściciel norweskiej fabryki Freia, założył w Szwecji spółkę zależną Marabou. Po opóźnieniach wywołanych trwającą wtedy I wojną światową, produkcja w Sundbyberg pod Sztokholmem ruszyła w roku 1919. Od początku produkowana była czekolada mleczna, później powstały równie znane wersje smakowe Japp, Daim (pierwotnie Dajm), Twist i Non Stop. Od połowy lat 50. czekolada zmieniła recepturę zyskując charakterystyczny karmelowy smak. W latach 70. XX wieku produkcję przeniesiono do nowej fabryki w Upplands Väsby, która funkcjonuje do dziś. W 1993 roku markę zakupił koncern Kraft Foods, który po restrukturyzacji w 2012 roku działa jako globalny koncern spożywczy Mondelēz International z siedzibą w Chicago.
Opakowanie to złota polipropylenowa koperta z nazwą Marabou logiem "M". Tabliczka jest dość gruba i dzieli się na 21 kosteczek. Pierwotnie czekolada miała w logo marabuta – zgodnie z nazwą. Osobiście uważam nazwę za dość osobliwą, bo dla mnie marabut (podobnie jak sęp czy hiena) średnio pasuje jako nazwa jakiegokolwiek produktu spożywczego. :)
Skład czekolady mlecznej Marabou
Składniki: cukier, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, serwatka w proszku (z mleka), odtłuszczone mleko w proszku, tłuszcz mleczny, permeat serwatkowy (z mleka), emulgator (lecytyny sojowe), aromat. Masa kakaowa minimum 30%.
100 gramów tej czekolady ma wartość energetyczną 544 kcal, zawiera 32 g tłuszczów, 59 g węglowoganów (w tym 58 g cukrów), 4,4 g białka i 0,26 g soli.
Intrygującym składnikiem może być dla polskiego konsumenta permeat serwatkowy. Powstaje on przy produkcji koncentratów białek serwatkowych, gdy z serwatki usunięte zostają białka, dlatego składa się głównie z laktozy (około 80-90%) oraz soli mineralnych. Ta pozostałość jest suszona rozpyłowo i powstaje sypki proszek o barwie kremowej. W czekoladzie mlecznej dodatkowo podbija efekt mleczno-śmietankowej gładkości i smaku.
Recenzja czekolady mlecznej Marabou
Czekolada pachnie bardzo słodko. Wyraźnie wyczuwalny jest zapach karmelu i słodkiego mleka.
Tabliczka łamie się łatwo. W ustach startuje bardzo szybko, a pierwszym wyczuwalnym akcentem smakowym jest karmel. Roztapiająca się czekolada ma konsystencję bardzo gładką i dość gęstą. Po chwili dołącza smak totalnie nijakiego kakao spacyfikowanego mlekiem i karmelem, a następnie zaczyna się cukrowe drapanie. Taka kompozycja towarzyszy nam do całkowitego rozpuszczenie kostki: miks drapiący słodko-karmelowy podprawiony rozmleczonym kakao.
Zasłodziłam się totalnie jednym kawałkiem, więc taka tabliczka wystarczyłaby mi na trzy tygodnie. Jednak ponieważ jestem w domu "skrajną frakcją" i fanką czekolad gorzkich, postanowiała zapytać o opinie pozostałych domowych testerów, którzy mają więcej serca do mlecznych czekolad. I tu pojawiła się zgodność opinii. Zarówno młodsi testerzy jak i dorosły miłośnik czekolad mlecznych (szczególnie tych z orzechami) orzekli, że jest to chyba najsłodsza czekolada, jaką kiedykolwiek jedli i dla nich nie jest to cechą atrakcyjną. Najmłodszy tester uznał, że to jest chyba jakaś tania tabliczka mleczna marketowej marki własnej, bo tak skojarzył mu się tak wysoki poziom dosłodzenia.
Czy Marabou przekona do siebie polskich konsumentów? Trudno orzec. Dla mnie jest to czekolada w stylu amerykańskim: słodko, jeszcze bardziej słodko, Marabou. Nie lubię aż tak słodkich produktów, nawet dla młodszych domowych testerów było to trochę za dużo, a świadczy o tym fakt, że ponad połowa tabliczki już drugi dzień spokojnie leży w opakowaniu na stole.
Czekolada ma gładką konsystencję, jest bardzo mleczna ale i bardzo karmelowo-słodka. Patrząc na opakowanie: "złoto dla wytrwałych". Do szwedzkich mrozów i krótkiego dnia być może pasuje, ale dla mnie okazała się o wiele za słodka.
Pozdrowienia dla wszystkich Czekoladomaniaczek i Czekoladomaniaków!
czekolada.blog powstaje na blockchainie HIVE
Odwiedź jeden z frontendów: hive.blog, peakd.com, ecency.com i poznaj innych twórców.
Chcesz wiedzieć więcej? Z polską społecznością porozmawiasz na openhive.chat - kanał #polish.